Fajnie się wtedy żyło, początek nowego tysiąclecia, na polski rynek wpływały takie nowinki technologiczne jak discman czy GameBoy, pierwsze szkolne dyskoteki w rytmie zespołu Ascetoholix, pierwsze zielone szkoły, kolonie. Wymiany kartami Pokemon na podwórku. Przeciętny dzień wyglądał tak: szkoła -> piłka / sanki -> lekcje -> godzina spędzona przy najnowszej FIFIE, ewentualnie tv -> łóżko. Problemów nie było, a jeżeli były to rozwiązywało się je w kilka minut. I tak nagle to się skończyło. Jakoś początek gimnazjum. Nikomu się już nie chciało wychodzić grać w piłkę, po powrocie ze szkoły siedziało się w domu, zapomniało się o kumplach z podwórka, z podstawówki. Powstały nowe pseudoprzyjaźnie - gimnazjalne. Skończyły się po trzech latach, teraz nie wiem nawet, czy ludzie z gimnazjum żyją (no dobra, wiem, mają Facebooka), bo każdy poszedł w swoją stronę. Liceum i znowu to samo - trzy lata i po znajomości. Ale liceum to już poważniejsze czasy. Nie było jednej, zgranej paczki ludzi - jak w podstawówce czy gimnazjum. Byli jedni my, drudzy my, trzeci my i czwarci my. I tak naprawdę jedni my nienawidzili tych drugich, drudzy trzecich i tak dalej. Brak jedności, obecny na każdym kroku fałsz. Pierwsze prawdziwe miłości. Przyjaciele? Kilku. Mniej niż białych raperów w amerykańskim mainstreamie. W najbliższej perspektywie kontakt utrzymam z jedną osobą (ten sam kierunek studiów). Może jeszcze z kimś, ale będzie to już kontakt na zasadzie - Cześć - Cześć - Co słychać? - W porządku, a u Ciebie? - Też ok - To pa - Pa. Znowu każdy rozejdzie się w swoją stronę. Znowu za trzy lata nie wiedziałbym, czy żyją, ale przecież mamy Facebooka, cudowne narzędzie do komunikacji. Studia. Podobno piękny okres w życiu człowieka. Na tę chwilę jakoś niespecjalnie mi sie na nie spieszy. Tak trochę żałuję, że się na nie zdecydowałem (ale edukacja + pewien magnes kończący się na "a"). Staruch (ten bandyta) ze studiów podobno zrezygnował, bo nie podobał mu się lewacki klimat panujący na uczelni. I - o ile męczy mnie gloryfikowanie w niezależnych mediach tego człowieka - muszę mu przyznać rację. Bo choć inna uczelnia, to odczucia mam takie same. Puszczalskie laski + imprezowi chłopacy + garstka normalnych = dzisiejsze studia. Jestem studentem i będę jadł Vifony, bo nie mam kasy, gdyż jestem studentem, he he he. Pewnie natknę się na ludzi wyznających zasadę z najlepszej płyty Rasmentalismu, ale co z tego, skoro nasze "przyjaźnie" upadną wraz z odbiorem tytułu magisterskiego. Później znowu to samo - praca, ludzie z pracy. Druga praca - drudzy ludzie z pracy. I tak do emerytury. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że osoba, która do czegokolwiek w życiu mnie motywuje nadal będzie tą samą osobą. No i mecze. To też w jakimś tam stopniu motywacja. Że dziś chujowy poniedziałek. Że dziś chujowy wtorek, środa, czwartek i jeszcze bardziej chujowy piątek. Ale już jutro sobota. Będzie można przez dwie godziny zapomnieć o problemach, skupić się tylko na darciu mordy wśród tych samych twarzy co zawsze. Mecz się skończy i znów to samo. Odliczanie dni do kolejnego razu. Przeplatane chujowizną otaczającego świata. I tak już prawdopodobnie zawsze. Pieniądze? Pewnie na chwilę pozwolą o tym zapomnieć. Ale tylko na chwilę. Bo ciężko będzie zostać nowym Cackiem, Wojciechowskim czy Sołowowem (choć ja ciągle wierzę, że się uda). Firma powstanie, firma upadnie. Dolar przyniesie zyski, dolar przyniesie straty. I tak ciągle. 30 lat. 40 lat. (...) Cmentarz. I po co to wszystko było? Dlatego młodzi, których na forum nie brakuje: cieszcie się pięknem dnia dzisiejszego. Jutro będzie tylko gorzej.
Nie mam pojęcia w jakim celu to napisałem. To chyba coś w stylu pisania Biblii, że ktoś tam tych pisarzy natchnął. Jeśli ktoś przeczyta - fajnie. Choć tak naprawdę nie wiem, czy cokolwiek z tego zrozumiecie, bo pewnie ja jutro nic nie będę rozumiał. No ale może. Jesiennowieczorne przemyślenia Kamila Pycio. Part 1. Pewnie ostatni. Może otworzę bloga?
jw.
z tym, że głównie Twoje pokolenie miało zajebiste dzieciństwo, moje już mniej, ale jednak jeszcze zajebiste, wszystko raczej kończy się na roczniku 96.
teraz dzieciaki pójdą godzinę na plac zabaw, godzinę na orlik i siedzą w domu grając w jakiejś bezsensowne gry czy prześcigając się w znajomych na facebooku.
My przynajmniej mamy co wspominać, robienie własnego boiska, trzepak, gra w policjanta i złodzieja, ciągłe przesiadywanie w bazie z trawy na podwórku, super.
teraz nikomu się nie chce przez internet i komputer, gdyby go zabrakło od razu byłoby więcej osób na dworze.
Profil: Autografy uczestników MŚ
Kolekcjoner od: 2009-06
Wiek: 22 Dołączył: 20 Sty 2010 Posty: 736 Skąd: Bolesławiec
Wysłany: Czw Wrz 22, 2011 21:04
Przez komputery,komorki i inne glupoty biora sie wlasnie te wszystkie galerianki i inne dziwadla bo im sie w glowach od tego wszystkiego pier..li.Kiedys takich rzeczy nei bylo.Dobra nie chce mi sie wylewac
Mam to samo. Niedługo zaczynam studia i już podsumowują swoje życie. Co zrobiłem dobrze, a co źle, jak w danych sytuacjach zachowałbym się dzisiaj, czy nie wartoby czegoś jeszcze spróbować. Dzisiaj mam pełną świadomość, że to już przeszłość, nie da się do tego wrócić, pewien okres w życiu zamknięty i pozostają tylko wspomnienia. Ostatnio zacząłem się brać za to życie, aby nie było ono nudne, abym miał co opowiadać dzisiaj znajomym, jutro dzieciom, a pojutrze wnukom. To czego się najbardziej boję w życiu to rutyna. Przeraża mnie wizja codziennego chodzenia do tej samej pracy, do tych samych ludzi, do tych samych zajęć. Tak godziny, dnie, tygodnie, miesiące, lata. Dlatego też już na tym etapie zaczynam się zastanawiać jak z tego wybrnąć. Póki co najbliższe lata mam w miare zaplanowane. Studia, prace sezonowe za granicą i zwiedzanie świata za zarobione tam pieniądze. Marzeniem jest wizyta w Nowym Jorku i Istambule. Zobaczymy jak to wszystko wyjdzie. Carpe diem!
nie jest tak, że dzieci żyjące w tych czasach mają przewalone dzieciństwo, bo nie żyją w czasach takich jak np. ja czy Karol, tym bardziej Gollaz. jak byłem szczylem to mieszkałem (w sumie nadal mieszkam) na ulicy gdzie było 10 chłopaków w przybliżonym wieku. i było zajebiście, bez telefonów, gg, fb i innych wiedzieliśmy, że rano o 9:00 widzimy się na ulicy, byli wszyscy, schodziliśmy się do domów na obiad ok. 15, potem od razu powrót i jazda do 21:00, 22:00. i robiliśmy wszystko, piłka, podchody, chowanego, denerwowanie sąsiadów, przejażdżki rowerowe, czasami najeżdżanie na siebie samych, motywy z innymi ulicami, i naprawdę różne rzeczy, które wspominam tak miło, że chciałoby się to przeżyć jeszcze raz. i to były moje ziomy, z którymi spędziłem ~60% mojego dzieciństwa. nikomu w głowie nie mieszały dziewczyny, nikomu nie przyszły do głowy słynne "słoneczka", byliśmy typowymi chłopakami, których nie lubili sąsiedzi, bo przez nas na ulicy było głośno. ale miałem w szkole kolegów, którzy takiego dzieciństwa nie mieli - bo albo mieli przyczajonych rodziców, którzy się o nich panicznie bali, albo po prostu mieszkali w miejscach, gdzie średnia wieku wynosiła ok. 50-60 lat. i właśnie oni zazwyczaj chodzili na przerwach palić, robili głupie akcje w szkole, bo tylko tak mogli się wyżyć. i wydaje mi się, że to jest największy problem naszych czasów, dzieci nie mając aktywnego zajęcia świrują w szkołach i odwalają motywy, które mi się w głowie nie mieszczą.
wracając do mojej paczki to oczywiście każdy poszedł w swoją stronę, jeden kumpel jest już żonaty, ale zawsze jak się spotykamy to nadal atmosfera jest podwórkowa. marzy mi się, byśmy kiedyś spotkali się wszyscy na ulicy i właśnie tam spędzili cały dzień, pogadali o różnych akcjach, a może nawet coś jeszcze rozmontowali. tęsknię za tymi czasami i mam nadzieję, że moje dzieci w moim wieku powiedzą to samo.
a co do słów Kamila, że będzie gorzej, bo studia, potem praca i emerytura to powiem tak, studia są okresem świetnym. nauki mam w ciul, ale taki kierunek (pozdro Mani!) sobie wybrałem, lecz zawsze znajdzie się czas na życie. poznajesz ludzi z całej Polski, masz pochytane tu, tu i tam i jestem pewien, że z wieloma osobami ten kontakt utrzymam po uzyskaniu mgr inż. piszesz też, że typowa impreza studencka to puszczalskie laski, imprezowi chłopacy i kilku ogarniętych - bzdura trochę, przynajmniej ja na takiej nie byłem, no może raz. emerytura też może być spoko, od podejścia zależy.
podoba mi się w cholerę to zdanie:
H7 napisał/a:
Pozostaje tylko mieć nadzieję, że osoba, która do czegokolwiek w życiu mnie motywuje nadal będzie tą samą osobą.
i to jest ważne, by żyć z tą świadomością, że zawsze można się do kogoś odezwać i wiedzieć, że to co się w życiu robi, nie robi się tylko dla siebie.
_________________
Badz czlowiekiem laskawym tak i od czasu do czasu wcisnij prawy alt.
Profil: autografy, bilety Górnika Zabrze
Kolekcjoner od: bilety od 2000
Wiek: 28 Dołączył: 21 Mar 2007 Posty: 2909 Skąd: Ruda Śląska
Wysłany: Czw Wrz 22, 2011 23:00
Po prostu, po jakimś czasie pamiętasz tylko te dobre rzeczy.
Miałem 10 lat to było fajne, bo latałem cały dzień za piłką, ale poszedłem grać na inne osiedle, to już pół rodziny mnie szukało.
Miałem 18 lat to było fajne, imprezowałem co tydzień, czasu było pełno, dziewczyny były łatwe, ale w kieszeni miałem po 5-10 zł.
Mam 27 lat to też jest fajnie, kasy jest tyle, że nie muszę sobie odmawiać żadnych prostych przyjemności, bo wiadomo, kokosów nie ma, ale znowu nie ma czasu na to, żeby realizować to co by się chciało, przychodzi człowiek do domu po 17, zanim zrobię obiad, zjem, ogarnę mieszkanie to jest już prawie 20 i się mi niewiele chce.
Zawsze jest fajnie, ale zawsze jest też, nazwijmy to dla potrzeb forum, niefajne. Życie. Nie ma się czym przejmować. Świat istniał bez nas i świat będzie istniał jak nas nie będzie. Czym mniej się przejmujesz głupotami tym lepiej dla ciebie.
Średnie towarzystwo na studiach, ... to, zmień towarzystwo. Nie podobają ci się imprezy, ... je, są inne. Itd...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum