Do założenie tego tematu natchnęło mnie jedno zdanie Michała Pola. Chciałem żeby każdy kto wypowiadał się (a raczej wyśmiewał Polskich fanów Barcelony, MU, Interu czy Liverpoolu przeczytał to.
Rozwija się ostatnio temat kibiców drużyn zagranicznych, którzy ponoć nie mogą się równać z kibicami zespołów lokalnych, ponieważ nie mogą co tydzień wspierać klubu na stadionie, cała ich łączność z drużyną przerywa się w momencie odejścia od komputera. Jak Ty się na to zapatrujesz?
Ja jestem właśnie zbudowany takimi kibicami. Od kiedy mam bloga i częściej bywam w Internecie, wyżej cenię kibiców drużyn zagranicznych. Patrzę na strony tych klubów, bardzo wysoko je oceniam. Chodzi mi o pasję, z jaką ludzie piszą o swoich drużynach, o ilość czasu, jaką im poświęcają. Nie widzę powodów, dla których mieliby być gorsi od fanów polskich zespołów. Każdy w końcu kiedyś trafi na Anfield czy Santiago Bernabeu, ale liczy się pasja, z jaką ludzie podchodzą do swojej drużyny.
PODPISUJE SIĘ PO TYM REKAMI I NOGAMI!
_________________ \\\"- I tak nie umiał grać. Chciałem go do drużyny rezerw! - Bill Shankly na temat zawodnika Celticu - Lou Macari, który zlekceważył Liverpool, faworyzując Manchester United w sprawie ewentualnego transferu.\\\"
Ostatnio zmieniony przez Fler Czw Kwi 02, 2009 18:05, w całości zmieniany 1 raz
Profil: autografy, bilety Górnika Zabrze
Kolekcjoner od: bilety od 2000
Wiek: 28 Dołączył: 21 Mar 2007 Posty: 2909 Skąd: Ruda Śląska
Wysłany: Czw Kwi 02, 2009 17:47
Powinieneś wlepić sobie ostrzeżenie. Nazwa tematu nie ma chyba nic wspólnego z Twoim postem Powinien raczej brzemieć: "Kibicowanie europejskim potęgom", niż "Sezonowcy", bo w końcu jest teraz wysyp sezonowych kibiców Lecha, a to raczej zespół z ligi polskiej. W połowie lat 90-tych mieliśmy taki sezonowy wysyp kibiców Legii i Widzewa, wcześniej w latach 70-tych, przysłowiowi "wszyscy" kibicowali Górnikowi.
Co do treści wywodów p. Michała to zgodzić się mogę z jednym, że w internecie to kibicowanie zagranicznym klubom wygląda rzeczywiście imponująco. Tylko, że internet, a rzeczywistość to jednak 2 inne światy. Choć jak dla mnie każdy może się czuć kim chce, chcesz się nazywać kibicem Liverpoolu to się nim nazywaj, nic mi do tego, ja wolę jechać jutro nawet tylko pod stadion w Gliwicach, żeby dopingować Górnik zza płotu.
Ciekawy wpis na blogu p. Czado, jedynego szanowanego przeze mnie redaktora GW z dnia 27 lutego:
Cytat:
Dziś pierwsze mecze 1/8 finału Ligi Mistrzów. O tym, że chciałbym widzieć jej upadek, już pisałem. Oczywiście uwielbiam klubowe rozgrywki międzynarodowe, ale w formie klasycznej, sprawdzonej - w takiej jaka właśnie się zaczyna, czyli w pucharowej. Jedyne co mnie dziś uwiera, to fakt, że w 1/8 grają przedstawiciele tylko siedmiu lig (aż trzy ma w stawce więcej niż dwie drużyny), a nie tak jak powinno być, czyli szesnastu.
Było już, że z zamówionych przez "Gazetę" badań sondażowych wyszło, co wyszło: już dla co czwartego Polaka deklarującego zainteresowanie futbolem, ulubionym klubem jest przede wszystkim ekipa zagraniczna. "Nasza liga, zohydzona serialem korupcyjnym, wyglądem stadionów i panującymi na nich obyczajami, musi stać się bardziej przyjazna miłośnikom futbolu" - pisał Rafał Stec. Oczywiście, że musi. Ale fakt, że dotąd się nie stała, jest - moim zdaniem - efektem nieszczęsnej reformy europejskich rozgrywek na początku lat 90. Kwestią sporu jest, czy miała ona wpływ decydujący na degrengoladę polskiej ligi czy może raczej drugoplanowy. Dla mnie decydujący.
Czy gdyby wajcha poszła w drugą stronę i w Lidze Mistrzów grały regularnie dwie polskie drużyny, a dwie kolejne walczyłyby w eliminacjach, to nasza ekstraklasa wyglądała by jak wygląda? Czy stadiony byłyby tak samo przestarzałe, wiekszość kibiców na pustawych trybunach nadal rzucałaby przekleństwami, a sędziowie dorabialiby na ustawianiu meczów? Czy gdyby można oglądać w ogólnodostępnym kanale telewizyjnym polskie drużyny równie często jak te zagraniczne, przytoczona wyżej statystyka byłaby równie przygnębiająca?
W efekcie powstania Ligi Mistrzów w takim, a nie innym kształcie polski kibic stał się mentalnym niewolnikiem. Zaczął bezgranicznie wierzyć w dwa światy - ten lepszy, niedościgniony w czworokącie Lizbona - Glasgow - Berlin - Rzym i ten gorszy, u nas, z dziurawymi siatkami, klnącymi wyrostkami, a po przyjściu z meczu, ze śmierdzącymi naczyniami tkwiącymi w zadzewiałym zlewozmywaku.
Mało tego; mam wrażenie, że mentalnym niewolnikiem stał się także niejeden polski dziennikarz sportowy, który bardziej sławi to, co zagraniczne niż własne. Zauważam to zwłaszcza w jednym momencie: kiedy w polskiej lidze pojawia się grajek z nieprzeciętnym talentem, ktoś dla kogo ludzie zaczynają chodzić na mecze, moi niektórzy koledzy zaczynają zastanawiać się w jakiej renomowanej lidze byłoby mu najlepiej, prześcigają się w doniesieniach, który wielki klub pierwszy zapłaci za niego konkretną sumę i wreszcie krytykują kiedy jednak lokalna ikona się opiera, gdy okazuje się, że walizek nie ma zamiaru pakować...
Oczywiście zachwycam się niebotycznym tempem i akcjami w lidze angielskiej, hiszpańskiej, francuskiej albo włoskiej. Oczywiście doceniam ich wspaniałość. Ale marzę jednocześnie, że wrócą czasy, gdy nie trzeba będzie koniecznie wyjeżdżać, żeby nauczyć się grać w piłkę na międzynarodowym poziomie. Mam przeczucie, że byłoby to możliwe nawet dziś, gdyby nie chamstwo UEFA sprzed ponad piętnastu lat. To był szatański plan: trzeba wytrzymać parę lat krytyki ze strony skrzywdzonych państw. Potem dorośnie w nich nowe pokolenie kibiców, które tego podziału będzie bronić z gorliwością neofity! A właściwie już nie neofity: obecne nastolatki nie nawracały się z miłości do polskiej ligi, bo one nigdy w nią nie wierzyły, nigdy jej nie znały, nie doceniały, nie kochały. Miłości do futbolu nauczyły się dzięki telewizji i grom komputerowym...
Polska liga przypomina mi dziś stare, wyschnięte koryto rzeczne znad brzegu którego zaledwie słychać głośny szum wzburzonej wody (czyt. kasy)skierowanej przez hydrologów (czyt. UEFA) w inną odnogę rozlanej kiedyś równomiernie rzeki. Dokładnie tak, słowo "równomiernie" jest właściwe. Czy piewcy wielkości Bayernu, Milanu albo Chelsea pamiętają, że jeszcze przed wojną ten pierwszy klub dostał łomot od Ruchu (u siebie), ten drugi od Pogoni Lwów, a ten trzeci od Wisły? Fanom Barcelony przypomnę, że kiedy w 1970 roku przyjechała na Górny Śląsk grać z GKS-em Katowice jej nazwa nie budziła tak gigantycznego wrażenia jak dziś. Piłkarze GieKS-y nie padali na kolana na sam dźwięk nazwy. Na Śląski przyszły wówczas tłumy, bo w tamtych czasach zawsze przychodziły. Uważam, że legendę Barcelony w Polsce i nie tylko w Polsce w dużej mierze zbudowała telewizja. No bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że w jedenastce stulecia FCB znalazło się tylko dwóch piłkarzy (Cruyff i Maradona) grający w niej przed telewizyjną erą Ligi Mistrzów? Czy wcześniej nie rozgrywała wspaniałych meczów, nie zdobywała wspaniałych trofeów? Przecież Barcelona ma 110 lat, a LM zaledwie - 17. Tymczasem dla kibiców okres 1899-1973 okazał się białą kartką papieru...
Podkreślam: piszę akurat o Barcelonie, nie dlatego, że jej nie lubię, ale dlatego, że właśnie przez nią poniosłem osobistą porażkę. Wiem już, że mój syn na mecze polskiej ligi chodzić ze mną nie będzie. A może chodziłby, gdyby nie powstała Liga Mistrzów, którą na okragło może oglądać w telewizji?
Łudzę się, że namiętność polskiego kibica do polskiej ligi nie wygasła, ona jest jakby w uśpieniu. Ale niech wreszcie trafi się drużyna, która wyrwie się wreszcie ponad przeciętność, niech regularnie pogra w tej cholernej Lidze Mistrzów (innego wyjścia nie ma, bo przecież formuła europejskich rozgrywek sprzed 1992 roku nigdy nie wróci). Niech będzie motorem napędowym, niech pociągnie za sobą w rozwoju całą piłkarską Polskę.
ja, niestety, nigdy nie mialem szansy ogladac polskiej ligi. teraz strasznie nad tym ubolewam, staram sie zalatwic ta cholerna, zasrana cyfre plus jednak z marnym skutkiem, bo moj tata jest obojetny wobec pilki i jemu wystarcza lokalna tv (polsat sport, eurosport i tvpsport ) nie wiem co sie stalo, kiedy powstawala lm, moj blad. moja ulubiona druzyna jest Roma, nie za sukcesy, nie za to, ze w kazdym miejscu w internecie jest zauwazalna, nie za to, ze w kazdej gazecie jest cos o niej napisane.
marzy mi sie aby polska liga byla transmitowana w ogolno dostepnej tv. podobno ma byc transmitowany mecz lech v wisla w tvp w sobote. no niby cos rusza.
ale nie przekreslalbym wszystkich kibicow wielkich klubow. dla niektorych ludzi to tez jest cos waznego. oprocz tapetki na telefonie i koszulki z bazaru.
dla mnie, kibicowanie zagranicznym druzynom jest dziwne ... no bo nawet z czystej definicji slowa Kibic, mozna wywnioskowac ze kibic to czlowiek, ktory jest zawsze z zespolem, laczy go z nim duza więź, jest na bieząco w sprawach klubu i chodzi na mecze , wiec nie wiem czy mozna nazwac kibicowaniem to ze ktos lubi Manchester, bo przeciez przegladanie newsow na stronach, ogladanie meczy i napinanie w internecie nie nalezy do zadan najwierniejszych kibicow
_________________ Amala!
Pazza Inter amala!
E' una gioia infinita
Che dura una vita
Pazza Inter amala!
Vivila!
Questa storia vivila
Puo durare una vita
O una sola partita
Pazza Inter amala!
Ja największa sympatią darze AC Milan. Mimo iż w polskiej lidze kibicuje Lechowi to i tak wyżej stawiam Milan. Mimo iż nie byłem na ich meczu(jeszcze) to czuje ogromny sentyment do tej drużyny.
_________________ "Tak. To ja ustalam skład. Co do meczu z Realem to jeszcze się zastanawiam czy zmiażdżyć ich jak walec, czy zmielić jak maszynka do mięsa"
Carlo Ancelotti
Pamiętam, gdy kolega z reprezentacji Francji powiedział mi kiedyś: „gdy nosisz koszulkę Milanu, to znaczy, że odniosłeś sukces”.
_________________ "Tak. To ja ustalam skład. Co do meczu z Realem to jeszcze się zastanawiam czy zmiażdżyć ich jak walec, czy zmielić jak maszynka do mięsa"
Carlo Ancelotti
Pamiętam, gdy kolega z reprezentacji Francji powiedział mi kiedyś: „gdy nosisz koszulkę Milanu, to znaczy, że odniosłeś sukces”.
Ja jestem już od kilku dobrych lat fanem Realu Madryt, miałem okazję być parę razy na meczu 'Królewskich'. Pozatym jestem kibicem Odry Opole, staram się regularnie chodzić na mecze i ogóle jakoś wspomagać Oderkę, gdyż ostatnim czasy przechodzi ona spore problemy finansowe itp.
Nicolas
Profil: Autografy
Dołączył: 29 Cze 2008 Posty: 416 Skąd: Radom
Wysłany: Nie Kwi 12, 2009 18:49
Ja od małego jestem kibicem Juventusu, choć nigdy nie byłem na meczu rzadko oglądam mecze(brak canal +) Czasem na necie obejrzę, ale mam ogromny sentymenty do tej drużyn.. wszyscy w okół mnie kibicują Manchesterowi United, Barcelonie, ja zawsze jestem sercem z Juventusem. Na meczu finałowym LM Milan - Juventus to skakałem ze złości, radości ... A nawet uroniłem łzę po przegranej.
Od zawsze też uwielbiam Gigi Buffona on zainspirował mnie do grania na bramce, nawet jak ma słabą formę wierze że się podniesie
Profil: autografy piłkarzy
Kolekcjoner od: czerwiec 2008
Wiek: 18 Dołączył: 17 Maj 2008 Posty: 1303 Skąd: z SektorFana.pl
Wysłany: Nie Kwi 12, 2009 19:05
Jestem kibicem Realu Madryt od kilku lat, nigdy nie miałem okazji być na Santiago, co jest moim ogromnym marzeniem. Bardzo chciałbym oglądnąć z trybun mecz Królewskich. Mam nadzieję, że to marzenie się spełni. W Premiership preferuję Man Utd, we Włoszech rzymską Romę, w Niemczech Borussie Dortmund, a w Hiszpanii wiadomo. Słowo preferuje nie znaczy, że kibicuje.
_________________
I like to see when you dance. It's amazing for show. I like to feel when your legs make me losing control.
Profil: Autografy
Kolekcjoner od: Szczęśliwi czasu nie liczą ...
Wiek: 18 Dołączył: 10 Kwi 2008 Posty: 230 Skąd: Grudziądz
Wysłany: Wto Kwi 14, 2009 11:50
Ja już kilka lat kibicuję PSV Eindhoven. Dwukrotnie miałem okazje byc na Philips Stadion. Niestety połozenie geograficznie nie pozwala mi na oglądanie kazdego meczu z trybun. Jednak w te wakacje najprawdopodobniej bede w Holandii. Tak ze nie obejdzie sie bez wizyty w Eindhoven
_________________
Cris – kumpel Donia i Libera. Nocami razem z Grosso pędzi bimber w piwnicy.
Ostatnio zmieniony przez Cris Wto Kwi 14, 2009 11:52, w całości zmieniany 1 raz
Manchester United ma ok. 400 mln kibiców na całym świecie. Real Madryt i Juventus podobną ilość. O tym wiedzą wszyscy. I Wy myślicie, że wszyscy co tydzień walą na stadion na mecz?
Temat bez sensu.
Uczęszczanie co tydzień na mecz nie jest istotą kibicowania
_________________ "Gdy w życiu ludzkim występuje jawnie element nie zbadany i tajemniczy, skłonni jesteśmy od razu wszystko składać na karb jego działania. Jest to wielki błąd. Człowiek sam sobie wykuwa los. Decyduje charakter, świadomość, wiara - nie ślepe i ciemne fluidy."
Ostatnio zmieniony przez Woland Wto Kwi 14, 2009 13:34, w całości zmieniany 1 raz
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum